xman1
Facet Nowo Narodzony.org
   Home      Co piszą inni      Julio - historia latynosa
opowieść o byciu facetem wychowanym na mitach kultury latynoskiej, Carlos Andres Gomez
 

Latem, po trzecim roku studiów, pracowałem na obozie dla  dzieci chorych na HIV. To był drugi raz, z tą samą grupą dzieci. W pierwszym dniu, jak zwykle się zdarza, każde dziecko uświadamia sobie, że czegoś zapomniało. Zwykle jest to przedmiot codziennego użytku, jak  krem do opalania, ręcznik czy kąpielówki, ale tym razem, jedno z dzieci zapominało zabrać ze sobą leków. Ponieważ  jest to obóz poza miastem, musiałem z drugim opiekunem jechać do domu tego chłopaka, bo oczywiście zapasu leków na HIV nie mamy. Wsiadamy do rozpadającej się furgonetki, należącej do dyrekcji i jedziemy prawie dwie i pół godziny do jego domu. Kiedy dojeżdżamy, robi się już ciemno. Słońce już zaczęło zachodzić i jest trochę pomiędzy czasem zmierzchu, kiedy jest jeszcze całkiem widno, a zajściem  za horyzont. Zatrzymujemy się przed czteropiętrowym blokiem. Ulica tętni życiem.

Małe dzieci  bawią  się przed hydrantem. Grupka czterech gra w stickball, dwóch małych chłopców walczy ze sobą pistoletami wodnymi, a dziewczęta skaczą na skakance. Gdy przyjechaliśmy, matka Ritchie zauważyła  furgonetkę i opieszale podeszła do okna. Przez chwilkę grzecznie się uśmiechała i widziałem, że ma zaczerwione oczy. Mówiła po hiszpańsku.  Starała się żartować, że jej mały chłopak zawsze czegoś zapomina - to tylko kwestia czasu, kiedy tak stanie się z lekami. Jaki on jest zapominalski, podobny do ojca. Bała się, że jej choroba HIV spowoduje, że ona też  będzie tracić pamieć , tak jak mąż, kiedy  jeszcze  żył. Wtedy, coś w jej głosie się złamało. Powiedziała, że wczoraj była u lekarza, który oznajmił, że nie zostało jej dużo czasu. Najstarszy syn jest za kratkami za narkotyki, a drugi syn, Julio, od  niedawna jest sparaliżowany, ponieważ został postrzelony.

    „Julio jest w samochodzie od prawie trzech godzin. Nie pójdzie na górę,” powiedziała. „Już nie mam siły. Jest taki uparty. Nie słucha nikogo. ”

Mieszkają na trzecim piętrze bez windy. Cztery kondygnacje wąskich, stromych schodów, które trzeba pokonać, aby dostać się do mieszkania. Zwykle dwóch lub trzech mężczyzn z okolicy pomagało wnieść  go na górę. Ale dziś nie ma nikogo w pobliżu. Tylko kilka matek i dzieci. I oczywiście, nie chce zgodzić się, aby poprosić jednego ze znajomych mężczyzn o pomoc wniesienia go do pokoju. 

    „Sikał na siebie, wiesz. To nie jego wina. Nie kontroluje oddawania moczu. Jak mu tłumaczę, to on się złości i mówi żebym się zamknęła. Nie pozwala  nikomu do siebie się  zbliżyć. Mówiłam mu, że nie może tam zostać na zawsze.”

Widzę jego sylwetkę w pasażerskim fotelu. Uchylił okno od strony kierowcy, świstając i dowcipkując, wykrzykiwał żartobliwie na dzieci na ulicy. Zobaczyłem błaznującego chłopaka, który trzymał pałkę  do  stickball, który prawdopodobnie ma ósmy strajk i jeszcze jest pałkarzem.

    „Carlos, proszę Cię, spróbuj z nim się dogadać? Może uda Ci się go przekonać i w końcu zadzwoni do jakiegoś znajomego  po pomoc,” prosiła matka z trudem stojąc i podpierając się o drzwi.

Wyłączyłem więc  silnik i wysiadłem. Idąc, w kierunku przestarzałego Hyundaia myślałem, co do k… nędzy, mam powiedzieć? Nie miałem, żadnego pomysłu. Kiedy doszedłem  do auta, zobaczyłem na fotelu przystojnego, dumnego chłopaka z Puerto Rico. Jego broda była idealnie ogolona. Miał na szyi złoty łańcuszek z krzyżykiem. Pomyślałem, że znam tego chłopaka. Musiał być tym playboyem, super odlotowcem, którego widziałem w liceum. Był najlepszy we wszystkim co robił, specjalnie się nie wysilając. Ten super gość, gdy sięgnął po raz pierwszy po rakietę do tenisa, wygrywał z zawodowcem. Grał na gitarze i fortepianie, nie potrafiąc czytać nut. Właśnie takiego go znałem. Podaję mu rękę,

    „Siema, Julio?  Jestem Carlos. Jak się czujesz, bracie?”

Popatrzył na mnie z rodzajem mętnej, niejasnej znajomości,

    „No, Carlos, powiedz coś dobrego, chłopie? Więc ty jesteś opiekunem Ritchie i Isabeli na obozie, tak? Widziałem twoją furgonetkę, jak dojeżdżałeś.”
    „Tak, wiesz jaki zapominalski jest Ritchie. Nie wziął połowy swoich ubrań na wycieczkę i muszę iść na górę, żeby je zabrał.”
    „Ritchie nie pamięta o zabraniu swoich butów,  jeśli ja mu ich nie włożę! I  zawsze chodzi  boso. Mówię, „Hej, Ritchie, co się stało z Jordanami, które ci kupiłem ? Dlaczego chodzisz boso?”
    „Wiem, że  Ritchie jest zapominalski, na pewno … No cóż, i tak idę na górę – chcesz  zabrać się ze mną?”
    „Nie, człowieku, relaksuję się!. Bawię się z dzieciakami, teraz pochłaniam  wszystko, co się dzieje wokół, kumasz?  Plus, nie bardzo mogę chodzić teraz, to nie takie łatwe, rozumiesz?”
Wiem, o co mu chodzi. O co mu naprawdę chodzi. Ale mówię jemu, że zrobimy to w mig.

    „I chyba matka cię potrzebuje na górze.  Myślę, że jest bardzo zestresowana.”  
    „Carlos [pierwotnie miałem: Hej, koleś], to dopiero coś … Ok, na pewno?”
    “Nie, nie, zapomnij o tym.”
    “Na pewno?”
    “Przepraszam, cię.”
    “Wiem, że jestem trochę dziwny i gówno. OK, Carlos.”

I powoli otwiera rozpadające się drzwi do auta. Zauważyłem złożony wózek inwalidzki na tylnym siedzeniu. Ma na nogach idealnie czyste, nowiusieńkie Air Jordans, pasujące do jego koszuli.

    „Przepraszam, za pierdolony smród sików.  Znasz te pieprzone dzieciaki na basenie, zmoczyli  mi wszystko,  cholera. To tylko te pieprzone dzieciaki, jednak, wiesz?” 
Uchylam się, starając się ustawić swoje stopy stabilnie pomiędzy jezdnią  i krawędzią chodnika.  Chcę stanąć tak silnie, aby udźwignąć jego siedemdziesięciopięcio kilogramowe ciało z  samochodu.  Korzystając, z każdego ułamka siły, muszę to robić szybko i naturalnie, aby nie był skrępowany. Jednak, jest to o wiele trudniejsze niż mi się wydawało. Przez chwilę wątpię czy uda mi się wynieść  go  z samochodu i nie chcę robić z siebie idioty. Szukam czegokolwiek, żeby to się udało. Zacząłem modlić się do Boga, z którym nigdy nie próbowałem rozmawiać. Prosiłem, aby dał mi to jedno błogosławieństwo...PANIE, proszę, pozwól mi wnieść go do jego pokoju. Wiem, że nie jesteśmy zbyt zgrani, ale jestem dobrym kumplem.   Moje ręce drżą aby nie  załamać się pod jego ciężarem. 
 
Nie chciałem pokazać, jak zmagam się i napinam, żeby Julio nie  przestał czuć się „facetem”, nawet, gdy inny mężczyzna  go nosi. Nareszcie, udało mi się wynieść go z  samochodu.Bardzo starałem się zachować swobodny uśmiech i  zrelaksowane porozumienie.

    „Ładne buty, człowieku. Szukałem takich.”

Dochodzimy do schodów przed budynkiem i zaczynam je liczyć żeby odwrócić swoją uwagę od wysiłku jaki wykonuję. Podnoszę głowę do nieba, by nie zobaczył jak oczy napełniają mi się łzami. Czuwam, aby w moich rękach, siedział  jak w lowriderzu lub na krześle, usiłując zachować jego godność i dumę.  Wszystkie dzieciaki, z których kpił przed chwilą, przestają bawić się i uważnie się mu przyglądają. Matki przestają plotkować i patrzą jak trzymam innego mężczyznę na rękach. Patrzą na moje niezgrabne nogi. Uważam, żeby się nie potknąć.  Pot leje się po mojej twarzy, ale usiłuję to olać.

    „Dobrze Ci idzie, chłopie,” szepcze  do mnie z napiętą  szczęką.
    „No, Julio, nie stresuj się, stary”, mówię.

    „Przepraszam, jestem trochę ciężki … nie bardzo mogę grać w piłkę ostatnio,” mówi.
 
Na reszcie, wchodzimy do budynku, mozolnie, po mału, stromymi i wąskimi schodami. Jedno piętro, drugie. Później, potykając się docieramy do trzeciego, bez  upadku. Starałem się nie dyszeć ciężko, żeby nie pomyślał, że  nie radzę sobie z jego ciałem. Moje stopy czułem jak dwa kawałki cementu w butach dla pajaca, aby nie potknąć się o  każdą szparę, nit czy gwóźdź.
 
Nagle, tuż przed wejściem na czwarte piętro, położył głowę na moją klatkę piersiową. Delikatnie oparł ją  o mój obojczyk. I tak dwóch mężczyzn Latino – którzy tak bardzo chcieli być męscy spletli się ramionami i owinęli  wokół  siebie… Jego głowa schowana w mojej klatce piersiowej.
Potknę się i nie dojdę do czwartego piętra.. Staram się  szybko  otworzyć drzwi do jego mieszkania i w  końcu położyć go na łóżku. Dostrzegłem PlayStation obok telewizora. Spocony, oczy mnie pieką, szukam czegokolwiek, aby odwrócić uwagę od swojej irytującej wrażliwości.Daj spokój, Carlos, mówię do siebie. Daj spokój, sobie  – nic z tego gównianego artysty teraz. Bądź silny. Przestań. Bądź facetem.

    „OK, Julio, pozostań pozytywny, chłopie . Poszalejmy z PlayStation następnym razem.”

Śmieję się i przybijam mu piątkę. Potem patrzę w jego oczy napełnione łzami. Czuję jak duży węzeł rośnie mu w gardle.Jego szczęka zaczyna drżeć, żadnego słowa nie może powiedzieć, jakby brakowało mu sił. Nareszcie:
    „Carlos … dzięki, bracie.”


 
 
 

Wspierane przez Hosting o12.pl